About
Wiersze. Moje. Może czasem coś niemoje.
Accounts
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
Click here to check if anything new just came in.
May 15 2012
Studium Księżnej, która nie istniała: VII - Łuk tryumfalny
Księżna, która nie istniała,
spięła brwi i wdusiła ostrogi
w boki konia, który rozkołysał
jej sny, marzenia i troski w rytm werbla.
Szalejąc w słońcu rozwianą grzywą
i sztandarami, przekracza linię łuku,
cienia między tryumfem a klęską.
W oblepiających ciało inkrustacjach
tu i ówdzie włos złoty, który opadł
odsłaniając niedomyty makijaż -
smugę karminu na płaszczyźnie szyi,
schowaną pod parawanem trefionych loków.
Uśmiech delikatny, w wietrze dyskretny,
niezatarty zmęczeniem ud, omdlewaniem ramion,
pęknięciem estetyki zszarganej raną i bandażem.
Witające ją kwiaty, sypane lawiną przez lud,
osiadając w uprzęży i na splamionych palcach
wchłaniają zwycięstwo i śmierć,
barwiąc się brunatnie
rozlanym w rozkazach atramentem,
odcieniem czerni niepodobnym
do sprowadzanego z Indii tuszu na ociężałych powiekach.
spięła brwi i wdusiła ostrogi
w boki konia, który rozkołysał
jej sny, marzenia i troski w rytm werbla.
Szalejąc w słońcu rozwianą grzywą
i sztandarami, przekracza linię łuku,
cienia między tryumfem a klęską.
W oblepiających ciało inkrustacjach
tu i ówdzie włos złoty, który opadł
odsłaniając niedomyty makijaż -
smugę karminu na płaszczyźnie szyi,
schowaną pod parawanem trefionych loków.
Uśmiech delikatny, w wietrze dyskretny,
niezatarty zmęczeniem ud, omdlewaniem ramion,
pęknięciem estetyki zszarganej raną i bandażem.
Witające ją kwiaty, sypane lawiną przez lud,
osiadając w uprzęży i na splamionych palcach
wchłaniają zwycięstwo i śmierć,
barwiąc się brunatnie
rozlanym w rozkazach atramentem,
odcieniem czerni niepodobnym
do sprowadzanego z Indii tuszu na ociężałych powiekach.
May 11 2012
Studium Księżnej, która nie istniała: II - Portret
Księżna, która nie istniała
drżąc z zimna szkarłaci się pod pędzlem
lubieżnie anektującym jej żar.
Rozsypana złotem w jedwabnej pościeli,
rozpięta między linią a kształtem
gryzie paznokieć, wygina się niespokojnie,
niepewna piękna, prostoty i portretu.
Jej okrycie - szafir majestatu - majestat sukni -
faluje, bezdźwięcznie osnuwając krzywizny,
sypiąc nimi na prześcieradło. Pukle
wydłużają się.
Światło rozlane łamie komnatę
z miękkim sykiem promienia, który strzelił
z oczu Księżnej, gdy spłynęła z puchów
podziwiać nowe odbicie, polerowane akwarelą.
drżąc z zimna szkarłaci się pod pędzlem
lubieżnie anektującym jej żar.
Rozsypana złotem w jedwabnej pościeli,
rozpięta między linią a kształtem
gryzie paznokieć, wygina się niespokojnie,
niepewna piękna, prostoty i portretu.
Jej okrycie - szafir majestatu - majestat sukni -
faluje, bezdźwięcznie osnuwając krzywizny,
sypiąc nimi na prześcieradło. Pukle
wydłużają się.
Światło rozlane łamie komnatę
z miękkim sykiem promienia, który strzelił
z oczu Księżnej, gdy spłynęła z puchów
podziwiać nowe odbicie, polerowane akwarelą.
May 04 2012
Wątpliwość wieczorna
Rwącym tenorem odezwał się grzmot
i wyszeptał
Nie bój się
A ja się przestraszyłem
Srebrzeszącym basem krzyknęła błyskawica
Ochłódź krew i zrozum
A ja nie zrozumiałem
i zapadłem się w nerwy
Gruchnęła gleba słodkim altem
Nie przejmuj się
A ja się przejąłem
I tak stanąłem
w pół drogi
między ciążeniem
a paradoksem chmur
- 04.05.2012
i wyszeptał
Nie bój się
A ja się przestraszyłem
Srebrzeszącym basem krzyknęła błyskawica
Ochłódź krew i zrozum
A ja nie zrozumiałem
i zapadłem się w nerwy
Gruchnęła gleba słodkim altem
Nie przejmuj się
A ja się przejąłem
I tak stanąłem
w pół drogi
między ciążeniem
a paradoksem chmur
- 04.05.2012
April 22 2012
Kołysanka dla rówieśnika
Śpij słodko
Niech cię koszmary
nie drapią po plecach
ich czas przeminął
to nie miejsce na nie
Niech nie wracają
z dalekich wypraw
wampiry strzygi
dawnych lat przeklętych
gdy po ziemi chodzili sturęcy
a kruki dziobami kolibrów
spijały z oczu radość
Niech cię łodygi
nie plączą w namysły
niech tkwią dalej w ziemi
na której wyrosłeś
Niech cię nie smaga
bezsilna struna
jałowych rozmyślań
o końcu świata
Niech omija cię wiatr
niosący grzechy
i nie pamiętaj
kłamstw dzisiejszych
oszustw dzisiejszych
dnia dzisiejszego
Świt nie jest żadnym wyzwaniem
jeśli sen był długi bez pamięci
więc bez względu na wszystko
śpij słodko
- 22.04.2012
Niech cię koszmary
nie drapią po plecach
ich czas przeminął
to nie miejsce na nie
Niech nie wracają
z dalekich wypraw
wampiry strzygi
dawnych lat przeklętych
gdy po ziemi chodzili sturęcy
a kruki dziobami kolibrów
spijały z oczu radość
Niech cię łodygi
nie plączą w namysły
niech tkwią dalej w ziemi
na której wyrosłeś
Niech cię nie smaga
bezsilna struna
jałowych rozmyślań
o końcu świata
Niech omija cię wiatr
niosący grzechy
i nie pamiętaj
kłamstw dzisiejszych
oszustw dzisiejszych
dnia dzisiejszego
Świt nie jest żadnym wyzwaniem
jeśli sen był długi bez pamięci
więc bez względu na wszystko
śpij słodko
- 22.04.2012
April 20 2012
Wielka mapa Imperium
Na wielkiej mapie Imperium
ratusze, drogi, pałace.
Pergaminem płyną rzeki,
akwedukty szemrzą cicho,
kościoły rosną wieżami.
Na wielkiej mapie Imperium
smugi, radości, zabawy.
Szerokie pola pszenicy.
Lasy słynne ze zwierzyny,
dwory biegłe w etykiecie.
Na wielkiej mapie Imperium
chorągwie, pułki, fortece.
Pośród rozlewisk okopy,
trakty starte podeszwami,
ucieczki z mrowisk zaspanych.
Na wielkiej mapie Imperium
plamy, rozdarcia, pęknięcia.
Na marginesie ślad trepów,
rzeki przecięte frontami,
stolica w huraganie krech.
Na wielkiej mapie Imperium
bunty, powstania, potyczki.
Kleksy wskazane szperaczem,
mosty osnute blokadą.
Złapane w sieć rzek i torów
szeregi zczerniałych fabryk.
Na wielkiej mapie Imperium
obozy, więzienia, kaźnie.
Stolicy nie widać spod druku,
notatki zakryły porty.
Przez środek planszy długa grań,
ostro skreślona obcą dłonią.
Na wielkiej mapie Imperium
gorycz, ruiny, porażka.
Twardym ołówkiem wyryte
nowe nazwy miejscowości.
Równiny zaorane drutem.
Na wielkiej mapie Imperium
ratusze, drogi, pałace.
- 20.04.2012
ratusze, drogi, pałace.
Pergaminem płyną rzeki,
akwedukty szemrzą cicho,
kościoły rosną wieżami.
Na wielkiej mapie Imperium
smugi, radości, zabawy.
Szerokie pola pszenicy.
Lasy słynne ze zwierzyny,
dwory biegłe w etykiecie.
Na wielkiej mapie Imperium
chorągwie, pułki, fortece.
Pośród rozlewisk okopy,
trakty starte podeszwami,
ucieczki z mrowisk zaspanych.
Na wielkiej mapie Imperium
plamy, rozdarcia, pęknięcia.
Na marginesie ślad trepów,
rzeki przecięte frontami,
stolica w huraganie krech.
Na wielkiej mapie Imperium
bunty, powstania, potyczki.
Kleksy wskazane szperaczem,
mosty osnute blokadą.
Złapane w sieć rzek i torów
szeregi zczerniałych fabryk.
Na wielkiej mapie Imperium
obozy, więzienia, kaźnie.
Stolicy nie widać spod druku,
notatki zakryły porty.
Przez środek planszy długa grań,
ostro skreślona obcą dłonią.
Na wielkiej mapie Imperium
gorycz, ruiny, porażka.
Twardym ołówkiem wyryte
nowe nazwy miejscowości.
Równiny zaorane drutem.
Na wielkiej mapie Imperium
ratusze, drogi, pałace.
- 20.04.2012
April 19 2012
Szuler
Ja panie kierowniku
uprawiam hazard tętniczy
przegrać nic a zdobyć wszystko
więc ściągam sztony i rzucam na blat
każde słońca lśnienie
może grę skończyć
każdy księżyca spadek
może zacząć
zawsze
mogą nieba błysnąć świstem
i horyzont zapłonąć może
krótkim poślizgiem mogą mignąć
wszystkie kochanki brane
i każda postawiona stawka
niejedną mam jeszcze damę
królów co prawda zabrakło
ale cała fura jokerów błaznuje w rękawie
więc grajcie państwo grajcie
razem ze mną rzucajcie sztony
ja jestem przegrany i nie mam nic
ale wygrać jeszcze mogę
jeśli karta się nagle zapali
stawiajcie uważnie swoje majątki
uważajcie na żony ukochane
kątem oka łówcie rewolwer na stole
zanim się kurek odciągnie mimowolnie
- 19.04.2012
uprawiam hazard tętniczy
przegrać nic a zdobyć wszystko
więc ściągam sztony i rzucam na blat
każde słońca lśnienie
może grę skończyć
każdy księżyca spadek
może zacząć
zawsze
mogą nieba błysnąć świstem
i horyzont zapłonąć może
krótkim poślizgiem mogą mignąć
wszystkie kochanki brane
i każda postawiona stawka
niejedną mam jeszcze damę
królów co prawda zabrakło
ale cała fura jokerów błaznuje w rękawie
więc grajcie państwo grajcie
razem ze mną rzucajcie sztony
ja jestem przegrany i nie mam nic
ale wygrać jeszcze mogę
jeśli karta się nagle zapali
stawiajcie uważnie swoje majątki
uważajcie na żony ukochane
kątem oka łówcie rewolwer na stole
zanim się kurek odciągnie mimowolnie
- 19.04.2012
Przestroga
Na oddziały intensywnej terapii
padają bataliony rzucone
przez drzewa latarnie
przelatujące ptaki
owijają leżących wyszczerzeni żołnierze
o zbawieniu klekoczą i do snu tulą
My śpimy spokojnie
żadne inwersje światła
nie pieszczą nas
Czasem z kapitalików liter
omiatają brzegi stron
Nielicznych tylko szczęśliwców
muskają przelotem delikatnie
O brzasku już nie znasz troski
A jeśli - może - zdarza się -
horyzont nocny zapłonie słońcami
co wtedy
co zrobimy
co zrobimy?
- 16.04.2012
padają bataliony rzucone
przez drzewa latarnie
przelatujące ptaki
owijają leżących wyszczerzeni żołnierze
o zbawieniu klekoczą i do snu tulą
My śpimy spokojnie
żadne inwersje światła
nie pieszczą nas
Czasem z kapitalików liter
omiatają brzegi stron
Nielicznych tylko szczęśliwców
muskają przelotem delikatnie
O brzasku już nie znasz troski
A jeśli - może - zdarza się -
horyzont nocny zapłonie słońcami
co wtedy
co zrobimy
co zrobimy?
- 16.04.2012
Rewolucja
Ludziom dobrej woli
I
Czegóż mam się bać ja dzierżący sztachetę i cep
Milion mam braci jak milion słońc
I mam radość Nieokiełznaną radość Radość krwi
Czegóż mam się bać Pięknoduchów może
Tych pogasłych świec w rubinowych kandelabrach
bezbronnych srebrnych nitek przy płaszczu gronostajowym
ozdóbek dworu na koniach W garniturach
Czy może aureoli korony co potoczyły się pod łóżko
zwiastując świt zmierzchu Czas kolektywizacji świętości
II
(Gaśnie światło. Scena zapada się i odwraca.
Wlewa się na nią strumień lawy, spadają bomby.
Aktorzy giną. Widownia rozbiega się,
w panice tratując kobiety i dzieci.
Z teatru zostaje kupa śmierdzących gruzów,
strasząca wyszczerzonymi miednicami
poległych w przedstawieniu.
Na obnażonych żyłach prętów zbrojeniowych
powiewają smętnie osmalone wstążki pojęć.)
III
Boję się braci moich
Synów moich nagwałconych
Z arsenałów wywiedli broń masowego rażenia
gilotyny obozy głód kastety przeciw mojej sztachecie
Wywiedli dialektykę żeber i haka kalejdoskop spustoszonych znaczeń
Jest ich milion jak milion wron i mają wszystko
Aspekt istnienia mojego Aspekt strachu mojego Aspekt mojego oporu
- 13.04.2012
I
Czegóż mam się bać ja dzierżący sztachetę i cep
Milion mam braci jak milion słońc
I mam radość Nieokiełznaną radość Radość krwi
Czegóż mam się bać Pięknoduchów może
Tych pogasłych świec w rubinowych kandelabrach
bezbronnych srebrnych nitek przy płaszczu gronostajowym
ozdóbek dworu na koniach W garniturach
Czy może aureoli korony co potoczyły się pod łóżko
zwiastując świt zmierzchu Czas kolektywizacji świętości
II
(Gaśnie światło. Scena zapada się i odwraca.
Wlewa się na nią strumień lawy, spadają bomby.
Aktorzy giną. Widownia rozbiega się,
w panice tratując kobiety i dzieci.
Z teatru zostaje kupa śmierdzących gruzów,
strasząca wyszczerzonymi miednicami
poległych w przedstawieniu.
Na obnażonych żyłach prętów zbrojeniowych
powiewają smętnie osmalone wstążki pojęć.)
III
Boję się braci moich
Synów moich nagwałconych
Z arsenałów wywiedli broń masowego rażenia
gilotyny obozy głód kastety przeciw mojej sztachecie
Wywiedli dialektykę żeber i haka kalejdoskop spustoszonych znaczeń
Jest ich milion jak milion wron i mają wszystko
Aspekt istnienia mojego Aspekt strachu mojego Aspekt mojego oporu
- 13.04.2012
April 07 2012
Wielka noc
Odoakra
Bartłomieja
6 listopada
1 września
wiele ich było
wielkich nocy
po tej jednej
kalekiej bez daty
zapętlonej
coś zostało
jak każda oparta na rzezi
tylko po niej
coś zostało
cisza rozwleczona ze słowa
rozbrzmiałego po niczym
chmura dzwon
pieśń kropla
oto
alchemia
- 07.04.2012
Bartłomieja
6 listopada
1 września
wiele ich było
wielkich nocy
po tej jednej
kalekiej bez daty
zapętlonej
coś zostało
jak każda oparta na rzezi
tylko po niej
coś zostało
cisza rozwleczona ze słowa
rozbrzmiałego po niczym
chmura dzwon
pieśń kropla
oto
alchemia
- 07.04.2012
Złoty dym
Kiedy idiocie dymi czaszka,
oznacza to, że myśli.
Mózg bije mu z uszu.
Ten dym, złoty jak słońce,
jest wyjątkowo uciążliwy. Tak długo,
aż idiota wymyśli, żeby go sprzedać.
Zabójczy gaz bojowy:
chlorek głupoty
synteza myśli i tkanek
osiąga wysoką cenę
na rynkach międzynarodowych.
- 07.04.2012
oznacza to, że myśli.
Mózg bije mu z uszu.
Ten dym, złoty jak słońce,
jest wyjątkowo uciążliwy. Tak długo,
aż idiota wymyśli, żeby go sprzedać.
Zabójczy gaz bojowy:
chlorek głupoty
synteza myśli i tkanek
osiąga wysoką cenę
na rynkach międzynarodowych.
- 07.04.2012
April 04 2012
Tadeusz Różewicz - Odpowiedź
Czego żąda ode mnie
poezja
Czy wyrzeczenia
odosobnienia i melancholii
Abym szedł przez tłum
jak przez powietrze
Jeżeli poezja żąda
melancholii i odosobnienia
wyrzeczenia
i rozpaczy
odrzuć ją
Czy miłość do żony
miłość do dziecka
któremu kupuję
małe ubranko
troska o matkę
czy te ludzkie uczucia
zabijają poezję
Stwórz nową
która buduje
z uczuć powszechnych
słów prostych
Niech odejmie od człowieka
wszystko zwierzęce i boskie
Czy muszę uciec
z domu w nocy
kiedy jest burza
i umierać
na małej stacji kolejowej gdzie
kolejarz dudniącym głosem
woła miasta nieznane
Patrzę na dymy które unoszą się
pionowo nad płaskimi dachami
mojego miasta
Widzę pręgowane ogniem
boki hałd
widzę czarne dni robocze
które zbiegają się w czyste
kryształy planów
w oświetlonych domach: Ludzie
których kocham
którym rozdałem oczy usta i ręce
i odbieram
Bo każdy z nas chce dotknąć
pomocnej ręki drugiego człowieka
i płacze w nocy.
poezja
Czy wyrzeczenia
odosobnienia i melancholii
Abym szedł przez tłum
jak przez powietrze
Jeżeli poezja żąda
melancholii i odosobnienia
wyrzeczenia
i rozpaczy
odrzuć ją
Czy miłość do żony
miłość do dziecka
któremu kupuję
małe ubranko
troska o matkę
czy te ludzkie uczucia
zabijają poezję
Stwórz nową
która buduje
z uczuć powszechnych
słów prostych
Niech odejmie od człowieka
wszystko zwierzęce i boskie
Czy muszę uciec
z domu w nocy
kiedy jest burza
i umierać
na małej stacji kolejowej gdzie
kolejarz dudniącym głosem
woła miasta nieznane
Patrzę na dymy które unoszą się
pionowo nad płaskimi dachami
mojego miasta
Widzę pręgowane ogniem
boki hałd
widzę czarne dni robocze
które zbiegają się w czyste
kryształy planów
w oświetlonych domach: Ludzie
których kocham
którym rozdałem oczy usta i ręce
i odbieram
Bo każdy z nas chce dotknąć
pomocnej ręki drugiego człowieka
i płacze w nocy.
March 29 2012
Troja musi upaść
(1)
Troja musi upaść
do każdego kamienia przymocowany jest
(oprócz zwłok) kawałek wersu
heksametr grzmi spadając z murów
tworzy źródło Styksu rzeki porządku
(∞)
Anno domini
plus minus trzy tysiące później
udoskonalono sztukę fortyfikacji
cegły spadają z wysokości chmur każda ciągnie odłamek burzy
czarny bruk ślepy deszcz ornament z piór
Styks wezbrany jak nigdy niebo zrównane z ziemią
Bastylia padła
tak nisko
- 26.03.2012
Troja musi upaść
do każdego kamienia przymocowany jest
(oprócz zwłok) kawałek wersu
heksametr grzmi spadając z murów
tworzy źródło Styksu rzeki porządku
(∞)
Anno domini
plus minus trzy tysiące później
udoskonalono sztukę fortyfikacji
cegły spadają z wysokości chmur każda ciągnie odłamek burzy
czarny bruk ślepy deszcz ornament z piór
Styks wezbrany jak nigdy niebo zrównane z ziemią
Bastylia padła
tak nisko
- 26.03.2012
March 20 2012
Eksperyment
1
światło -
pryzmat -
barwy -
misterna sieć luster -
barwy -
pryzmat -
światło -
w pudełku z pleksiglasu
maszyna do rozumienia rzeczywistości
konstrukcja z dwóch lornetek
i mojej rozbitej twarzy
2
wyniki doświadczenia są jasne
więc gdzie jesteś Hektorze
Aureliuszu no gdzie
rudy sztandarze Joanno?
- 20.03.2012
światło -
pryzmat -
barwy -
misterna sieć luster -
barwy -
pryzmat -
światło -
w pudełku z pleksiglasu
maszyna do rozumienia rzeczywistości
konstrukcja z dwóch lornetek
i mojej rozbitej twarzy
2
wyniki doświadczenia są jasne
więc gdzie jesteś Hektorze
Aureliuszu no gdzie
rudy sztandarze Joanno?
- 20.03.2012
March 07 2012
Erotyk
czas pęknięty - chwila
złamana na pół
na podściółce
skłębionych w nocy piór
miedziana burza strun
brzęczących harfie takty
opadłych
na śnieżnobiały płatek
wielkości mojej dłoni
chłodzący wargi
którymi - oddechem -
zdobię wiersz
o tym co oddech
szepcze
oddaje
wchłania
przylegając
jedwabiście
do ust
snu
- 07.03.2012
złamana na pół
na podściółce
skłębionych w nocy piór
miedziana burza strun
brzęczących harfie takty
opadłych
na śnieżnobiały płatek
wielkości mojej dłoni
chłodzący wargi
którymi - oddechem -
zdobię wiersz
o tym co oddech
szepcze
oddaje
wchłania
przylegając
jedwabiście
do ust
snu
- 07.03.2012
Do P.M
Moja droga jesteśmy pomiędzy
jesteśmy nie ostatecznym lecz ostatnim
pokoleniem krzewicieli obłędu
Wszystko co kiedyś stworzymy
będzie rozedrganą symfonią na tysiąc klarnetów
A wokół nas różane ogrody
skoczne fletnie i szczęśliwość
wpychana do gardeł z pięknym
och bardzo pięknym uśmiechem
oraz ambasadorowie proszący
do krainy wiecznego ślinienia
Jesteśmy sami więc nie dziw się
że nie tniemy złotych nici
że kołaczemy się po kątach
swoich wzajemnych kontrjaźni
gdzie jedyną własną rzeczą
jest umiłowanie haftów
widelców i soczystej zieleni
a wszystko inne bladoszorstkie
gdy zacisnąć pięść na róży - boli
Tak chwyta się piękno - pełną dłonią
W innych chwytaniach - nie ma celu
Moja Droga
młodsi jesteśmy
niż możemy przypuszczać
i wiele portretów już nam malują
w różnych pozach występujemy
spleceni w uścisku
rozdzieleni rówiną stołu
przepastnym oceanem albo mirażem
zamknięci w przeciwległych lustrach
ale razem
Jesteśmy sami - pomiędzy - młodsi
więc nie dziw się
nigdy
- 14.02.2012
jesteśmy nie ostatecznym lecz ostatnim
pokoleniem krzewicieli obłędu
Wszystko co kiedyś stworzymy
będzie rozedrganą symfonią na tysiąc klarnetów
A wokół nas różane ogrody
skoczne fletnie i szczęśliwość
wpychana do gardeł z pięknym
och bardzo pięknym uśmiechem
oraz ambasadorowie proszący
do krainy wiecznego ślinienia
Jesteśmy sami więc nie dziw się
że nie tniemy złotych nici
że kołaczemy się po kątach
swoich wzajemnych kontrjaźni
gdzie jedyną własną rzeczą
jest umiłowanie haftów
widelców i soczystej zieleni
a wszystko inne bladoszorstkie
gdy zacisnąć pięść na róży - boli
Tak chwyta się piękno - pełną dłonią
W innych chwytaniach - nie ma celu
Moja Droga
młodsi jesteśmy
niż możemy przypuszczać
i wiele portretów już nam malują
w różnych pozach występujemy
spleceni w uścisku
rozdzieleni rówiną stołu
przepastnym oceanem albo mirażem
zamknięci w przeciwległych lustrach
ale razem
Jesteśmy sami - pomiędzy - młodsi
więc nie dziw się
nigdy
- 14.02.2012
February 11 2012
Do Wenus
Dzięki Ci Wenus
za brzydkie kaczątka
w plisowanych nylonach
kaleczące swoje de volaille
tępymi widelcami
potykające się
o własne obcasy
w tańcu na dwa takty
Dzięki Ci Wenus
za łabędzie szyje
zamknięte kwiaty
wiersze na skórze
- 11.02.2012
za brzydkie kaczątka
w plisowanych nylonach
kaleczące swoje de volaille
tępymi widelcami
potykające się
o własne obcasy
w tańcu na dwa takty
Dzięki Ci Wenus
za łabędzie szyje
zamknięte kwiaty
wiersze na skórze
- 11.02.2012
February 07 2012
Sześć
Z perspektywy dziewięćdziesiątej drugiej
trudno jest ocenić, co to wszystko oznacza.
Bo cóż może znaczyć - wojna, a cóż - gwałt,
gdy wojny toczą się z dala, a gwałci się dobrowolnie.
Na wszystko spada pomroczność i wszystko blednie
gdy próbuję pojąć, co oznacza dwadzieścia.
Sześćset sześćdziesiąta szósta liczba w długim,
trywialnie krwawym ciągu niezmazanych plam.
Z cukrem w herbacie, kamieniem w zapalniczce,
chlebem w żołądku, jak mam zrozumieć, co znaczy
Stalin?
S-T-A-L-I-N sześć liter - poza złowieszczym kontekstem -
STA-LIN. STAAAA-LIIIIN. NILATS -
stal - lin - ryba i metal - zamiast stu milionów.
H-I-T-L-E-R również sześć liter - kaligraficznie pociągłe -
ułożone w estetyczną plątaninę zawijasów - jeśli się chce.
Pozostaje jedynie nacechowanie - zapalniczkowe nacechowanie -
spalone włoski na przedramieniu - i rzęsy -
rzęsy - to jest najgorsze - bo powieka opada - i w końcu -
cóż znaczy - sześć.
- 6.02.2012
trudno jest ocenić, co to wszystko oznacza.
Bo cóż może znaczyć - wojna, a cóż - gwałt,
gdy wojny toczą się z dala, a gwałci się dobrowolnie.
Na wszystko spada pomroczność i wszystko blednie
gdy próbuję pojąć, co oznacza dwadzieścia.
Sześćset sześćdziesiąta szósta liczba w długim,
trywialnie krwawym ciągu niezmazanych plam.
Z cukrem w herbacie, kamieniem w zapalniczce,
chlebem w żołądku, jak mam zrozumieć, co znaczy
Stalin?
S-T-A-L-I-N sześć liter - poza złowieszczym kontekstem -
STA-LIN. STAAAA-LIIIIN. NILATS -
stal - lin - ryba i metal - zamiast stu milionów.
H-I-T-L-E-R również sześć liter - kaligraficznie pociągłe -
ułożone w estetyczną plątaninę zawijasów - jeśli się chce.
Pozostaje jedynie nacechowanie - zapalniczkowe nacechowanie -
spalone włoski na przedramieniu - i rzęsy -
rzęsy - to jest najgorsze - bo powieka opada - i w końcu -
cóż znaczy - sześć.
- 6.02.2012
February 05 2012
Wierzba
Wśród wszystkich drzew
najbardziej przykrym jest wierzba
czasem płacząca, wetknięta we mgłę
i okryta zaporowym ogniem kropel.
Jedyne, co pozostaje chłopcu,
to wyciągnąć chustkę i zebrać
wszystko. A gdy cienkie płótno
więcej weźmie, niż pozwala faktura,
upaść - i scałować, aż do omdlenia.
Żadna wierzba nie powinna płakać,
jeśli nie ma jej kto otrzeć łez -
i deszcz, smagający gałęzie chłodem
nie powinien być wymówką.
- 5.02.2012
najbardziej przykrym jest wierzba
czasem płacząca, wetknięta we mgłę
i okryta zaporowym ogniem kropel.
Jedyne, co pozostaje chłopcu,
to wyciągnąć chustkę i zebrać
wszystko. A gdy cienkie płótno
więcej weźmie, niż pozwala faktura,
upaść - i scałować, aż do omdlenia.
Żadna wierzba nie powinna płakać,
jeśli nie ma jej kto otrzeć łez -
i deszcz, smagający gałęzie chłodem
nie powinien być wymówką.
- 5.02.2012
February 04 2012
Król nie żyje
Król nie żyje
panika wybuchła w mieście
Trzeba będzie macać nowego
Wyciągać śliskie łapawice
badać pieczołowicie kształt jego twarzy
nachylenie ramion i ilość piegów
analizować zagięciem tęczówek
kalać łypnięciem profil
choć nawet kotu wolno patrzeć na Króla
na rzeźbionej płaszczyźnie tronu
zostawiać odciski paluchów
zasypywać posadzkę cynamonem
w niemym błaganiu o koncesję
Król nie żyje
panika wybuchła w myślach
niezmieniona pozostaje
tylko pieczęć tłustych ust
na dłoni
- 4.02.2012
panika wybuchła w mieście
Trzeba będzie macać nowego
Wyciągać śliskie łapawice
badać pieczołowicie kształt jego twarzy
nachylenie ramion i ilość piegów
analizować zagięciem tęczówek
kalać łypnięciem profil
choć nawet kotu wolno patrzeć na Króla
na rzeźbionej płaszczyźnie tronu
zostawiać odciski paluchów
zasypywać posadzkę cynamonem
w niemym błaganiu o koncesję
Król nie żyje
panika wybuchła w myślach
niezmieniona pozostaje
tylko pieczęć tłustych ust
na dłoni
- 4.02.2012
February 02 2012
Desakralizacja
Najgorsze jest
wyjście z siebie
a więc
Zgniłe słowo
w jej ustach
Akomodacja
ostrząca smak
o skazy i rysy
Czasami boazeria
ze zdechłych mrówek
i księżyc obgryziony przez termity
Zaślep oczy
kalecz czoło o latarnie
i obserwuj krople
uderzające w baldachy liści
nad cichym strumieniem
którego nie słyszysz
- 02.02.2012
wyjście z siebie
a więc
Zgniłe słowo
w jej ustach
Akomodacja
ostrząca smak
o skazy i rysy
Czasami boazeria
ze zdechłych mrówek
i księżyc obgryziony przez termity
Zaślep oczy
kalecz czoło o latarnie
i obserwuj krople
uderzające w baldachy liści
nad cichym strumieniem
którego nie słyszysz
- 02.02.2012
Older posts are this way
If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.
